Już po raz kolejny miałam zaszczyt być gościem programu „Słownik polsko@polski”. Tak jak inni uczestnicy programu, również ja miałam pytanie dotyczące języka polskiego. Pytanie zrodziło się podczas pisania jednego z ćwiczeń dotyczących ortografii i dotyczyło zapisu „dzi” i „dź”. Ćwiczenie znajdziesz pod tym linkiem:
Premierę 693. odcinka programu można obejrzeć na antenie TVP Polonia 14 września o godz. 18:15. Jeśli przegapisz ten termin, pierwsza powtórka planowana jest na 17 września o godz. 6:30, a druga tego samego dnia o 15:30.
Po emisji program będzie można bezpłatnie obejrzeć w serwisie VOD na stronach TVP, jako odcinek nr 697:
Myślałam, że ominie nas badanie w Urzędzie Zdrowia (Gesundheitsamt), przeprowadzane u każdego dziecka w Niemczech pod koniec zerówki, a przed rozpoczęciem nauki w szkole podstawowej.
Wszystkie inne dzieci w wieku mojej córki dostały zaproszenie na badanie już kilka dobrych miesięcy przed zakończeniem przedszkola. A u nas miesiąc w miesiąc nic. Sytuacja w naszym regionie była mi znana. Z powodu braków kadrowych urząd nie nadążał z wyznaczaniem terminów. Dlatego też pomyślałam sobie, że pewnie nie załapiemy się na badanie.
Ostatnia rozmowa w przedszkolu na temat rozwoju córki (Entwicklungsgespräch) przebiegła bardzo pomyślnie, więc nie miałam powodu, aby aktywnie starać się o termin.
A tu jednak niespodzianka. Dwa tygodnie przed wakacjami, na tydzień przed zakończeniem przedszkola, dostałam e-mailem termin badania. W zaproszeniu podany został link do formularza, który miałam wcześniej wypełnić, aby samo badanie przebiegło sprawnie i nie trwało zbyt długo.
W formularzu pytano o standardowe rzeczy: miejsce zamieszkania, informacje o rodzinie, rozwój dziecka, zainteresowania i sposób spędzania czasu wolnego, korzystanie z mediów, rozwój językowy, informacje dotyczące zdrowia oraz pytanie o wykształcenie i pracę zawodową rodziców.
Jako że termin był wyznaczony już na godzinę 7: 30 – trochę wcześnie – musiałam tylko nieco przesunąć rozpoczęcie pracy. Córka natomiast mogła po badaniu pójść do przedszkola. Obyło się więc bez brania dnia wolnego.
Badanie
Samo badanie przebiegło bardzo sprawnie. Pani doktor skontrolowała wagę, wzrost, wzrok i słuch córki, na szczęście nie wykrywając żadnych odstępstw od normy.
Co nie jest wcale takie oczywiste, ponieważ jeśli dziecko nie ma ochoty na takie badanie, nie chce odpowiadać na pytania lub wykonywać poleceń, wszystko może skończyć się niepowodzeniem i skierowaniem do specjalisty – nawet jeśli w rzeczywistości nie ma ku temu podstaw. Taki przypadek mieliśmy już w rodzinie. Fałszywy alarm, a potem kolejne terminy u innych specjalistów.
Z jednej strony dobrze, że taka procedura istnieje, z drugiej jednak jest to bardzo stresująca sytuacja dla wszystkich.
Pani doktor przejrzała książeczkę zdrowia i sprawdziła stan szczepień. Od 2020 roku w Niemczech obowiązuje szczepienie przeciwko odrze, dlatego kwestia ta jest konsekwentnie sprawdzana.
Następnie przyszedł czas na zadania sprawdzające umiejętność posługiwania się ołówkiem. Córka miała napisać swoje imię, dorysować brakujący element wzoru, a następnie narysować domek i kilka innych szczegółów.
Podczas ćwiczeń sprawdzających koncentrację pani doktor sprawdziła również, czy córka potrafi liczyć do dziesięciu, czy rozróżnia kolory i kształty oraz czy potrafi poprawnie wymówić słowa i sylaby.
Córka musiała także opisać proste obrazki i powiedzieć, gdzie znajdują się poszczególne zwierzątka lub inne przedmioty.
Jednym słowem, pani doktor sprawdziła umiejętności związane z liczeniem i znajomością języka niemieckiego na poziomie odpowiednim dla sześciolatka. Podałam też informację o dwujęzyczności córki, co pani doktor przyjęła bardzo pozytywnie.
Na koniec przyszedł czas na test sprawności fizycznej. Córka musiała stać na jednej nodze, przeskakiwać przez linię w prawo i w lewo oraz przejść po linii do przodu i do tyłu.
Czy dziecko powinno przygotować się do badania?
Tak i nie.
Celem badania jest udokumentowanie rozwoju sześciolatka oraz wykrycie ewentualnych problemów zdrowotnych, opóźnień w rozwoju czy braków, na przykład niedostatecznej znajomości języka niemieckiego. W razie potrzeby Urząd Zdrowia wskazuje możliwości, jakie istnieją, aby pomóc dziecku.
Dzieci regularnie uczęszczające do przedszkola są tam intensywnie przygotowywane do rozpoczęcia szkoły. Dodatkowo można posyłać je na grupowe zajęcia sportowe lub plastyczne, podczas których będą miały kontakt z innymi dziećmi mówiącymi po niemiecku.
Pomocne mogą być również ćwiczenia dla sześciolatków, które można kupić w każdej księgarni, a czasami także znaleźć w ofercie sklepów takich jak Aldi czy Lidl.
Podsumowanie
Badanie rozwoju dziecka pod koniec przedszkola, a przed rozpoczęciem pierwszej klasy, jest ważnym elementem przygotowania dziecka do rozpoczęcia nauki w szkole. Dziecko jest zapraszane na badanie przed zakończeniem przedszkola.
Rodzice powinni przynieść ze sobą książeczkę zdrowia oraz książeczkę szczepień dziecka. Dziecko musi przyjść z rodzicem lub opiekunem prawnym.
Wynik badania jest omawiany z rodzicami i za ich zgodą informacje zostają przekazane szkole, do której dziecko będzie uczęszczać. Nie stawienie się na termin może prowadzić do nałożenia grzywny oraz innych sankcji.
Wzięłam udział w konferencji, wysłuchałam paneli i uczestniczyłam w warsztatach. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy. Między innymi tego, że istnieje Traktat między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 1991 roku, który w tym roku obchodzi 35. rocznicę podpisania. W ramach traktatu Niemcy zobowiązały się wspierać język i kulturę sąsiada, jako fundamentu dobrej europejskiej współpracy. I co? Tylko w nielicznych landach znajduje to odzwierciedlenie w rzeczywistości. Nawet jeśli polityczne deklaracje brzmią obiecująco, praktyka często wygląda inaczej niż zapisy na papierze. O tym właśnie dyskutowaliśmy.
Drugiego dnia konferencji głównym tematem był język polski. Przybyło wielu ciekawych i zaangażowanych ludzi oraz przedstawicieli różnych organizacji polonijnych, którzy mieli wiele dobrych pomysłów. Problem jest jednak jeden: język polski nadal pozostaje jednym z wielu języków mniejszościowych. W Niemczech można się go uczyć jako języka obcego albo jako języka pochodzenia (odziedziczonego). I tu zaczynają się schody. Jeśli jest to język obcy, metody nauczania powinny być inne niż w przypadku języka odziedziczonego. A co zrobić, gdy grupa uczniów/studentów jest mieszana? Czy część dzieci/dorosłych odsyłać do domu i zapraszać jedynie na egzamin? A co z nauczycielami i możliwościami kształcenia? Czy wszędzie istnieje odpowiednia oferta edukacyjna? Jedno pytanie rodziło kolejne.
Wizja jest, zaangażowani ludzie również, brakuje jednak konkretnych rozwiązań. Jak zachęcić Polonię, która sama mierzy się z wieloma wyzwaniami w niemieckiej rzeczywistości, aby posyłała dzieci na zajęcia HSU (Herkunftssprachlicher Unterricht)?
Jesteśmy bardzo różni i mamy bardzo różne potrzeby. Również język polski postrzegamy nie zawsze jako to samo narzędzie komunikacji. A co z dwujęzycznością? Czy wystarczy rozmawiać z dziećmi po polsku, aby automatycznie nauczyły się także czytać i pisać w tym języku?
Wróciłam do domu z wieloma znakami zapytania w głowie. Zabrakło mi również informacji o dobrych podręcznikach do nauki języka polskiego w ramach HSU oraz pomysłów na to, jak jeszcze skuteczniej zainteresować stronę niemiecką polską kulturą i językiem. Żyjemy wśród Niemców, mamy niemieckich partnerów i partnerki. Część naszych rodzin stanowią Niemcy. Nasi sąsiedzi, koledzy i koleżanki z pracy również. Jak ich zainteresować i przekonać do naszej tradycji oraz kultury?
Jest jeszcze dużo do zrobienia, więc zbierzmy siły i do pracy. Polski ist cool! Do zobaczenia na następnej konferencji.
To pytanie zadaję sobie cały czas. Problem polega na tym, że moje dzieci uczą się języka polskiego, jako języka pochodzenia — albo, jak określają to inni, jako języka odziedziczonego. Dorastają dwujęzycznie, a ich językiem dominującym jest niemiecki, co nie jest zaskakujące, ponieważ mieszkamy w Niemczech. To fakt, dlatego postanowiłam podejść do tematu edukacji moich dzieci z perspektywy nauczyciela języków obcych.
Sytuacja nie jest oczywiście dokładnie taka sama, ponieważ ich kompetencje językowe w języku polskim są teraz większe niż u osoby dorosłej uczącej się od podstaw, ale takie podejście bardzo ułatwia mi zadanie. Widzę wiele podobieństw, dlatego sięgnęłam po Europejski System Opisu Kształcenia Językowego (ESOKJ). W mojej interpretacji tego systemu odnoszę się w artykule wyłącznie do posługiwania się językiem mówionym oraz rozumienia ze słuchu przez dzieci. Nie zajmuję się ich umiejętnością czytania i pisania po polsku.
Poziom przed A1 – czyli wiek od 0 do 3 lat
W tym okresie rozwoju oglądałam z dziećmi książeczki obrazkowe. Były to książki tematyczne, które pozwalały mi opisywać im świat nas otaczający. Najbardziej przypadły nam do gustu książeczki niemieckiego wydawnictwa Jumbo. Seria nazywa się „Sieh mal! Hör mal!” („Patrz! Słuchaj!”). Do książek dołączone są płyty CD, na których — obok muzyki — nagrano odgłosy ilustrujące przedstawione obrazki.
Z tej serii można kupić na przykład: „Meine Stadt” („Moje miasto”), „Mein Wald” („Mój las”) czy „Mein Bauernhof” („Moje gospodarstwo rolne”). Na płytach znajdują się wyłącznie odgłosy i muzyka, dzięki czemu świetnie nadają się do wzbogacania słownictwa w każdym języku. To osoba oglądająca książkę z dzieckiem opisuje ustnie — w wybranym przez siebie języku — to, co dziecko widzi i słyszy.
Stopniowo rozszerzałam słownictwo dzieci, pokazując im różne książeczki obrazkowe, ale publikacje wydawnictwa Jumbo podobały mi się najbardziej. Gdy pojawiły się pierwsze słowa — obok czytania prostych bajek — przyszła pora na cienkie książeczki z serii „Kicia Kocia” Anity Głowińskiej. To proste teksty opisujące sytuacje i miejsca z życia codziennego. Między innymi dzięki tym książeczkom moje dzieci osiągnęły poziom językowy, który zakwalifikowałabym jako A1.
Poziom A1 – czyli wiek od 4 lat
I tu pozwolę sobie przytoczyć nieco zmodyfikowany przeze mnie opis poziomu A1 według Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego (ESOKJ):
Dziecko posługujące się językiem na tym poziomie rozumie i potrafi stosować podstawowe zwroty potoczne oraz wyrażenia dotyczące życia codziennego. Potrafi przedstawiać siebie i innych oraz zadawać pytania dotyczące życia prywatnego ludzi, których zna, i rzeczy, które posiada. Potrafi prowadzić prostą rozmowę.
Kolejną lekturą na tym poziomie były książki Barbary Supeł o Jadzi Pętelce i jej rodzinie. Teksty są nadal proste, choć nieco bardziej rozbudowane. Autorka opisuje — na przykładzie rodziny Pętelków — sytuacje z życia codziennego.
Następnie sięgnęłam po książki z serii „Mądra Mysz” wydawnictwa Media Rodzina. Seria jest tłumaczeniem niemieckiej serii „Lesemaus” wydawnictwa Carlsen Verlag GmbH. Obejmuje między innymi też przygody Zuzi czy Maksa.
Poziom A2 – czyli wiek od 6 lat
Zaletą serii „Mądra Mysz” jest to, że te same książki można czytać również po niemiecku. Nieraz zdarzało się, że czytałam z dziećmi tę samą pozycję raz po niemiecku, a raz po polsku. Pozostając przy tej serii, można stopniowo przechodzić na wyższy poziom językowy.
Ten poziom znajomości języka można opisać następująco, posługując się kwalifikacją ESOKJ:
Dziecko posługujące się językiem na tym poziomie rozumie wypowiedzi i często używane wyrażenia związane z jego życiem codziennym, jego rodziny i przyjaciół oraz zwroty dotyczące zakupów, otoczenia czy pracy. Potrafi porozumiewać się w prostych, rutynowych sytuacjach wymagających jedynie nieskomplikowanej, bezpośredniej wymiany informacji na tematy znane i typowe. Potrafi w prosty sposób opisywać swoje pochodzenie, otoczenie, a także sprawy związane z najważniejszymi potrzebami życia codziennego.
Seria „Mądra Mysz” zawiera również książeczki przedstawiające różne zawody, takie jak „Mam przyjaciółkę dentystkę” czy „Mam przyjaciela strażaka”. W ramach tej serii można też poznać zawody jak kierowca autobusu, kierowca ciężarówki, kolejarz, marynarz czy ratownik medyczny.
Polecam również książki Barbary Supeł o starszym bracie Jadzi — Stasiu Pętelce. Także te książki opisują sytuacje z życia codziennego, co pomaga dziecku łatwiej poszerzyć podstawowe słownictwo.
Strzałem w dziesiątkę okazały się książki duńskiego autora Thomasa Brunstrøma z serii „Tata Oli”. To humorystyczne historyjki z życia codziennego, przetłumaczone przez Edytę Stępkowską i zilustrowane przez Thorbjørna Christoffersena. Książki te świetnie ułatwiają przejście z poziomu A2 do B1.
Poziom B1 – od 7. roku życia
System ESOKJ opisuje ten poziom następująco:
„Osoba posługująca się językiem na tym poziomie rozumie znaczenie głównych wątków przekazu zawartego w jasnych, standardowych wypowiedziach, które dotyczą znanych jej spraw i zdarzeń typowych dla pracy, szkoły, czasu wolnego itd. Potrafi radzić sobie z większością sytuacji komunikacyjnych, które mogą się zdarzyć podczas podróży w rejonie, gdzie mówi się danym językiem. Potrafi tworzyć proste, spójne wypowiedzi na tematy, które są jej znane lub które ją interesują. Potrafi opisywać doświadczenia, wydarzenia, marzenia, nadzieje i aspiracje, krótko uzasadniając bądź wyjaśniając swoje opinie i plany”.
Autorka blogu z Grzegorzem Kasdepke po spotkaniu autorskim w Kolonii, dnia 25.4.26r. Foto: Sumlińska-Tarasiuk
I tu dochodzimy do książek Grzegorza Kasdepke. Autor podchodzi do tekstów dla dzieci trochę jak dziennikarz — jego opowiadania są krótkie, dowcipne, językowo wysmakowane i mają puentę. Często, aby je w pełni zrozumieć, trzeba się zatrzymać i zastanowić nad ich znaczeniem.
Polecam „Kacperiadę”, „Detektywa Pozytywkę” i wiele innych książek tego autora. Przy pozycji „Co to znaczy…” warto zatrzymać się na dłużej. To zabawne historyjki pomagające zrozumieć najczęściej używane związki frazeologiczne w języku polskim. Autor wyjaśnia znaczenie powiedzeń takich jak na przykład „kaczka dziennikarska”, „gruba ryba” czy „wpuścić kogoś w maliny”.
I jeszcze jedno: bardzo ucieszę się, jeśli po przeczytaniu tego tekstu polecisz mi inne książki po polsku, które warto czytać z dziećmi uczącymi się języka polskiego za granicą.
No i mamy znowu stan wyjątkowy, czyli piątą porę roku, jak Niemcy nazywają karnawał. Sklepy są pozamykane, na ulicach pełno przebierańców i lokale pękają w szwach. Od tłustego czwartku, w Nadrenii nazywanego „Weiberfastnacht“, rozpoczyna się karnawał uliczny. O godz. 11:11 w wielu miastach nadreńskich burmistrz, oczywiście ubrany w karnawałowy kostium, przekazuje klucz, a tym samym władzę w mieście księciu karnawału bądź rozwydrzonym kobietom. Ich rządy trwają aż do środy popielcowej.
Przejęcie władzy
Ceremonia odbywa się z reguły na rynku miasta lub przed ratuszem i jest poprzedzona fanfarami. Od tego momentu nie należy się niczemu dziwić. Uczniowie mają wolne, w zakładach pracy odbywają się huczne imprezy, a urzędy kończą pracę wcześniej niż zwykle. Tłusty czwartek to dzień, w którym kobiety „Weiber“ obcinają mężczyznom w dosłownym tego słowa znaczeniu krawaty. Zabawa trwa dalej w piątek, sobotę nazywaną „Nelkensamstag“ (sobota goździkowa) i niedzielę zwaną „Tulpensonntag“ (niedziela tulipanów). Przez cały czas bez wyjątku odbywają się pochody uliczne, biesiady karnawałowe i bale przebierańców. Piwo i alkohol płyną strumieniami.
Kulminacją karnawału jest „Rosenmontag“ (różany poniedziałek). W tym dniu w Kolonii i innych miastach nadreńskich ulicami przejeżdżają specjalnie na tę okazję udekorowane samochody z makietami lub olbrzymimi figurami odzwierciedlającymi wydarzenia polityczne ostatniego roku. Na platformach jadących w pochodzie samochodów stoją karnawaliści i rzucają zebranemu tłumowi małe co nieco. Wszędzie słychać okrzyki: „Kamelle“. Tak nazywane są rzucane do tłumu słodycze. Ostatnim dniem karnawału ulicznego jest fiołkowy wtorek „Veilchendienstag“. Ku mojemu zdziwieniu, szukając wyjaśnienia, dlaczego te dni noszą tak roślinne nazwy, znalazłam jedynie wyjaśnienie, że nie mają one nic wspólnego z kwiatami. Ponieważ karnawał rządzi się swoimi prawami, przyjęłam to wyjaśnienie do wiadomości i przekazuję dalej.
Umundurowani członkowie jednego z towarzystw karnawałowych
Charakterystycznym strojem w tym okresie obok clowna, policjanta, wiedźmy czy cowboya jest mundur towarzystwa karnawałowego, który noszą ich licznie zrzeszeni członkowie. Uniform przypomina strój francuskiego żołnierza i jest nawiązaniem do okresu, w którym Nadrenia znajdowała się pod okupacją francuską. Krnąbrni mieszkańcy zajmowanych wówczas terenów w ten sposób odgrywają się od lat na dawnych wrogach, a dziś przyjaciołach, i wkładają mundury kpiąc po cichu z wszelkiej władzy i przepisów.
W listopadzie 2025 r. miałam zaszczyt wziąć udział w programie Słownik polsko@polski i porozmawiać na platformie Zoom z prof. Janem Miodkiem.
Program emitowany jest na antenie TVP Polonia od 2009 roku i poświęcony jest zagadnieniom języka polskiego. W każdym odcinku prof. Miodek odpowiada na pytania dotyczące etymologii polskich wyrazów, ich znaczeń lub spełnia prośby widzów, którzy proszą o ocenę normatywną różnych form językowych języka polskiego. Pytania prof. Miodek otrzymuje od widzów programu mailem, listownie lub za pośrednictwem Facebooka. W programie prezentowane są też sondy uliczne, w których przechodnie pytani są o znaczenia wyrazów polskich, starych lub tych najnowszych.
Wraz ze mną w odcinku 669 programu wzięli udział: Szkoła Polska przy Ambasadzie RP w Budapeszcie i pan Marcin z Warszawy.
Emisja odcinka z naszym udziałem jest zaplanowana na antenie TVP Polonia 15 grudnia 2025 r. o godz. 18.15 – premiera – oraz dwie powtórki.
Po emisji program będzie można bezpłatnie obejrzeć w serwisie VOD na stronach TVP, jako odcinek nr 673:
Po raz kolejny spotykamy się w bibliotece w Euskirchen, aby poczytać najmłodszym. Podczas czytania na dużym ekranie – prawie jak w kinie – pokazywane są ilustracje z książki. Tym razem maluchy mają okazję poznać bożonarodzeniową przygodę małej małpki o nazwie Szym Pansik.
Jest grudniowy dzień, leje deszcz i jest zimno. Szym Pansik jest głodny. Podczas gdy on ma zły humor, wszystkie inne zwierzęta przygotowują się na święta. Przedświąteczny okres to taki magiczny czas. Niestety tylko nie dla marudnej małpki. Na szczęście Norman, sąsiad, oferuje Szym Pansikowi kubeczek herbaty i nagle wszystko się zmienia. A co?
Tego dowiecie się we wtorek
02.12.2025 r
o 16: 30 w bibliotece w Euskirchen
Wilhelmstraße 32-34
53879 Euskirchen
Czytamy po niemiecku, angielsku i po polsku książkę
Pierwsze zajęcia. Dwadzieścia osób siedzi w sali i czeka na rozpoczęcie lekcji. Ilość chętnych przeszła moje oczekiwania. Nigdy bym nie przypuszczała, że w 80-tysięcznej miejscowości znajdzie się aż tylu chętnych. Aby zaspokoić moją ciekawość, pytam o powody, które skłoniły moich uczniów do nauki polskiego. Po krótkiej rozmowie jest wszystko jasne. Zebranych mogę z łatwością podzielić na pięć kategorii:
Partner Polaka
Niektórzy z obecnych są w związku z Polką lub Polakiem i często przebywają w środowisku swojego partnera. Ci, którzy założyli rodzinę, chcą uczestniczyć w rozmowach z teściem bądź teściową i denerwują się, że podczas familijnych imprez nic nie rozumieją. Kurs ma im pomóc odnaleźć się w świecie wybranka lub wybranki serca.
Intelektualista
W grupie są też osoby zafascynowane polską kulturą i krajem. Ich chęć nauki języka nie wynika z pobudek rodzinnych. To często osoby znające już inne języki. Polski traktują jak rozrywkę i dobrą gimnastykę dla szarych komórek. Swoje umiejętności wypróbowują rok w rok podczas urlopu na Mazurach, w Krakowie lub Warszawie.
Pracodawca lub współpracownik
Bardzo zainteresowani nauką są też pracownicy firm lub pracodawcy współpracujący z Polakami. Polscy rzemieślnicy, lekarze, pielęgniarki, opiekunki do dzieci lub osób starszych czy informatycy są bardzo cenieni za granicą. Gdy na przeszkodzie dobrej kooperacji stoi język, Niemcy coraz częściej wychodzą naprzeciw Polakom i decydują się na lekcje polskiego. Znajomość kilku słów lub powiedzonek pomaga też w kontaktach z polskimi firmami, które są często podwykonawcami niemieckich przedsiębiorstw.
Poszukiwacz korzeni
Interesującą i bardzo zaangażowaną grupą są osoby zgłębiające tajniki swojego pochodzenia. Wielu z nich to emeryci doszukujący się w drzewie genealogicznym polskich przodków. To z reguły wystarcza do pierwszych odwiedzin Polski i do zdobycia pozytywnych doświadczeń w kraju pradziadków. Po wizycie zapomnianych stron ojczystych decydują się na pogłębienie więzów rodzinnych z nierzadko przypadkiem odkrytą dalszą rodziną. Dodatkowym bodźcem są stare dokumenty w języku polski, które znalezione w spuściźnie po zmarłych lub gdzieś na strychu zachęcają do dalszego drążenia w przeszłości.
Polonus
W grupie są też Polacy, którzy wyjechali w czasach komunistycznych za granicę i przez długie lata nie pielęgnowali języka ojczystego. Czasami to ich dzieci, które nie miały możliwości nauki polskiego.
Grupa jest interesująca i wiekowo zróżnicowana. Najmłodsi to młodzież krótko przed maturą. Najstarsi sięgają osiemdziesiątki. Wszyscy są bardzo zmotywowani. Z doświadczenia wiem, że w niedalekiej przyszłości paru się wykruszy. Ci, co zostaną w grupie, będą wiernymi uczniami przez lata.
Na pierwszych zajęciach zbieramy w grupie słowa, które są już znane, robimy listę, na podstawie której próbuję wytłumaczyć zasady czytania polskich liter. Najskuteczniejszym sposobem jest rozdzielenie wśród zebranych polskich imion, które od tego momentu obowiązują. Tym sposobem Jürgen przeistacza się w Jerzego, Gisela w Małgorzatę, Klaus w Grzegorza a Uwe w Bogusza. Śmiejąc się powtarzamy trudną wymowę „rz“, „ł“ lub „sz“. Często ktoś się przejęzyczy, bądź nieprzyzwyczajone mięśnie twarzy odmówią posłuszeństwa i z prostego „proszę” wyjdzie „prosię”. Dużą popularnością cieszą się liczebniki, które wypytywane na wyrywki wywołują salwy śmiechu. Im więcej interesujących gier językowych, tym więcej zadowolonych kursantów przyjdzie na następne zajęcia.
Jedynym problemem jest dobry podręcznik. Jeszcze nie znalazłam takiego, który spełniłby wszystkie moje wymogi. Dlatego z zazdrością porównuję wydawnictwa językowe wyspecjalizowane w podręcznikach do nauki niemieckiego lub angielskiego. Te do nauki polskiego są wprawdzie coraz lepsze, lecz ciągle jeszcze naszpikowane zbyt dużą ilością gramatyki bez wystarczającej ilości ćwiczeń ze słownictwa. Jestem jednak dobrej myśli. Język polski staję się w Niemczech coraz bardziej popularny i coraz więcej wydawnictw zauważa ten wprawdzie mały, ale przybierający na sile trend.