Deutsch-polnischer Blog

Monat: Mai 2026

Co czytać dzieciom po polsku?

To pytanie zadaję sobie cały czas. Problem polega na tym, że moje dzieci uczą się języka polskiego, jako języka pochodzenia — albo, jak określają to inni, jako języka odziedziczonego. Dorastają dwujęzycznie, a ich językiem dominującym jest niemiecki, co nie jest zaskakujące, ponieważ mieszkamy w Niemczech. To fakt, dlatego postanowiłam podejść do tematu edukacji moich dzieci z perspektywy nauczyciela języków obcych.

Sytuacja nie jest oczywiście dokładnie taka sama, ponieważ ich kompetencje językowe w języku polskim są teraz większe niż u osoby dorosłej uczącej się od podstaw, ale takie podejście bardzo ułatwia mi zadanie. Widzę wiele podobieństw, dlatego sięgnęłam po Europejski System Opisu Kształcenia Językowego (ESOKJ). W mojej interpretacji tego systemu odnoszę się w artykule wyłącznie do posługiwania się językiem mówionym oraz rozumienia ze słuchu przez dzieci. Nie zajmuję się ich umiejętnością czytania i pisania po polsku.

Poziom przed A1 – czyli wiek od 0 do 3 lat

W tym okresie rozwoju oglądałam z dziećmi książeczki obrazkowe. Były to książki tematyczne, które pozwalały mi opisywać im świat nas otaczający. Najbardziej przypadły nam do gustu książeczki niemieckiego wydawnictwa Jumbo. Seria nazywa się „Sieh mal! Hör mal!” („Patrz! Słuchaj!”). Do książek dołączone są płyty CD, na których — obok muzyki — nagrano odgłosy ilustrujące przedstawione obrazki.

Z tej serii można kupić na przykład: „Meine Stadt” („Moje miasto”), „Mein Wald” („Mój las”) czy „Mein Bauernhof” („Moje gospodarstwo rolne”). Na płytach znajdują się wyłącznie odgłosy i muzyka, dzięki czemu świetnie nadają się do wzbogacania słownictwa w każdym języku. To osoba oglądająca książkę z dzieckiem opisuje ustnie — w wybranym przez siebie języku — to, co dziecko widzi i słyszy.

Stopniowo rozszerzałam słownictwo dzieci, pokazując im różne książeczki obrazkowe, ale publikacje wydawnictwa Jumbo podobały mi się najbardziej. Gdy pojawiły się pierwsze słowa — obok czytania prostych bajek — przyszła pora na cienkie książeczki z serii „Kicia Kocia” Anity Głowińskiej. To proste teksty opisujące sytuacje i miejsca z życia codziennego. Między innymi dzięki tym książeczkom moje dzieci osiągnęły poziom językowy, który zakwalifikowałabym jako A1.

Poziom A1 – czyli wiek od 4 lat

I tu pozwolę sobie przytoczyć nieco zmodyfikowany przeze mnie opis poziomu A1 według Europejskiego Systemu Opisu Kształcenia Językowego (ESOKJ):

Dziecko posługujące się językiem na tym poziomie rozumie i potrafi stosować podstawowe zwroty potoczne oraz wyrażenia dotyczące życia codziennego. Potrafi przedstawiać siebie i innych oraz zadawać pytania dotyczące życia prywatnego ludzi, których zna, i rzeczy, które posiada. Potrafi prowadzić prostą rozmowę.

Kolejną lekturą na tym poziomie były książki Barbary Supeł o Jadzi Pętelce i jej rodzinie. Teksty są nadal proste, choć nieco bardziej rozbudowane. Autorka opisuje — na przykładzie rodziny Pętelków — sytuacje z życia codziennego.

Następnie sięgnęłam po książki z serii „Mądra Mysz” wydawnictwa Media Rodzina. Seria jest tłumaczeniem niemieckiej serii „Lesemaus” wydawnictwa Carlsen Verlag GmbH. Obejmuje między innymi też przygody Zuzi czy Maksa.

Poziom A2 – czyli wiek od 6 lat

Zaletą serii „Mądra Mysz” jest to, że te same książki można czytać również po niemiecku. Nieraz zdarzało się, że czytałam z dziećmi tę samą pozycję raz po niemiecku, a raz po polsku. Pozostając przy tej serii, można stopniowo przechodzić na wyższy poziom językowy.

Ten poziom znajomości języka można opisać następująco, posługując się kwalifikacją ESOKJ:

Dziecko posługujące się językiem na tym poziomie rozumie wypowiedzi i często używane wyrażenia związane z jego życiem codziennym, jego rodziny i przyjaciół oraz zwroty dotyczące zakupów, otoczenia czy pracy. Potrafi porozumiewać się w prostych, rutynowych sytuacjach wymagających jedynie nieskomplikowanej, bezpośredniej wymiany informacji na tematy znane i typowe. Potrafi w prosty sposób opisywać swoje pochodzenie, otoczenie, a także sprawy związane z najważniejszymi potrzebami życia codziennego.

Seria „Mądra Mysz” zawiera również książeczki przedstawiające różne zawody, takie jak „Mam przyjaciółkę dentystkę” czy „Mam przyjaciela strażaka”. W ramach tej serii można też poznać zawody jak kierowca autobusu, kierowca ciężarówki, kolejarz, marynarz czy ratownik medyczny.

Polecam również książki Barbary Supeł o starszym bracie Jadzi — Stasiu Pętelce. Także te książki opisują sytuacje z życia codziennego, co pomaga dziecku łatwiej poszerzyć podstawowe słownictwo.

Strzałem w dziesiątkę okazały się książki duńskiego autora Thomasa Brunstrøma z serii „Tata Oli”. To humorystyczne historyjki z życia codziennego, przetłumaczone przez Edytę Stępkowską i zilustrowane przez Thorbjørna Christoffersena. Książki te świetnie ułatwiają przejście z poziomu A2 do B1.

Poziom B1 – od 7. roku życia

System ESOKJ opisuje ten poziom następująco:

„Osoba posługująca się językiem na tym poziomie rozumie znaczenie głównych wątków przekazu zawartego w jasnych, standardowych wypowiedziach, które dotyczą znanych jej spraw i zdarzeń typowych dla pracy, szkoły, czasu wolnego itd. Potrafi radzić sobie z większością sytuacji komunikacyjnych, które mogą się zdarzyć podczas podróży w rejonie, gdzie mówi się danym językiem. Potrafi tworzyć proste, spójne wypowiedzi na tematy, które są jej znane lub które ją interesują. Potrafi opisywać doświadczenia, wydarzenia, marzenia, nadzieje i aspiracje, krótko uzasadniając bądź wyjaśniając swoje opinie i plany”.

Autorka blogu z Grzegorzem Kasdepke po spotkaniu autorskim w Kolonii, dnia 25.4.26r. Foto: Sumlińska-Tarasiuk  

I tu dochodzimy do książek Grzegorza Kasdepke. Autor podchodzi do tekstów dla dzieci trochę jak dziennikarz — jego opowiadania są krótkie, dowcipne, językowo wysmakowane i mają puentę. Często, aby je w pełni zrozumieć, trzeba się zatrzymać i zastanowić nad ich znaczeniem.

Polecam „Kacperiadę”, „Detektywa Pozytywkę” i wiele innych książek tego autora. Przy pozycji „Co to znaczy…” warto zatrzymać się na dłużej. To zabawne historyjki pomagające zrozumieć najczęściej używane związki frazeologiczne w języku polskim. Autor wyjaśnia znaczenie powiedzeń takich jak na przykład „kaczka dziennikarska”, „gruba ryba” czy „wpuścić kogoś w maliny”.

I żeby nikt nie pomyślał, że „pozjadałam wszystkie rozumy”, to na tym zakończę ten tekst. Jeśli interesujesz się tym, jak opisane są wyższe poziomy kompetencji językowej, czyli poziomy B2, C1 i C2, polecam ten link: https://pl.wikipedia.org/wiki/Europejski_System_Opisu_Kształcenia_Językowego

I jeszcze jedno: bardzo ucieszę się, jeśli po przeczytaniu tego tekstu polecisz mi inne książki po polsku, które warto czytać z dziećmi uczącymi się języka polskiego za granicą.

Bilingualität als Lebensstil

Bild mit KI generiert

Es gibt viele Theorien über die zweisprachige Erziehung und zahlreiche Ratgeber mit unzähligen Tipps. Meine Erfahrung hat mir jedoch gezeigt, dass es am besten ist, sich auf das Bauchgefühl zu verlassen. Denn jede Familie ist anders. Es gibt Familien, in denen zwei Muttersprachler in einem Land ihrer Wahl leben, dessen Sprache jedoch nicht ihre Muttersprache ist. Außerdem gibt es Familien, in denen nur ein Elternteil eine andere Muttersprache hat als der Rest der Familie. Dabei macht es einen großen Unterschied, ob es die Mutter oder der Vater ist. Frauen und Männer gehen Erziehungsfragen oft unterschiedlich an. Deshalb sind Ratgeber zwar hilfreich, können aber nicht jede familiäre Konstellation abdecken.

Meine Familie

Ich bin polnische Muttersprachlerin, mein Mann dagegen deutscher Muttersprachler. Unsere Kinder wachsen in einer deutschsprachigen Umgebung auf. In der Familie meines Mannes wird Deutsch gesprochen, ebenso in der Kita, in der Schule und im Freundeskreis. Meine Aufgabe ist es also, den Kindern die polnische Sprache beizubringen. Keine leichte Aufgabe, wenn der Kontakt zu meiner Muttersprache eingeschränkt ist.

Eine Person – eine Sprache

In einer Fortbildung zur zweisprachigen Erziehung habe ich gehört, dass es am besten sei, wenn Kinder lernen: Die Mama spricht ihre Muttersprache, der Papa seine. Also: eine Person – eine Sprache. Das funktioniert bei uns leider nicht immer. Zwar spreche ich mit den Kindern meistens Polnisch, breche diese Regel aber, wenn wir mit Freunden unterwegs sind, die kein Polnisch verstehen. Ich finde es unhöflich, wenn sie dabei sind und nichts verstehen. Auch bei den Hausaufgaben spreche ich oft Deutsch. Als Germanistin bin ich zu Hause für die Korrektur der Deutschhausaufgaben zuständig. Außerdem übernehme ich das Vorlesen in beiden Sprachen – mal auf Deutsch, mal auf Polnisch.

Polnisch im Alltag

Es ist viel Arbeit, Kinder zweisprachig großzuziehen. Man muss von Anfang an konsequent sein, mit Überzeugung handeln und dabei authentisch bleiben – egal, was andere denken. Zum Glück war das Thema in unserer Familie nie ein Problem. Mein Mann unterstützt mich dabei. Wir beide sind der Meinung, dass jede Sprache, selbst eine weniger verbreitete, eine große Bereicherung ist. Doch wie macht man es richtig?

Vollständige Sätze in beiden Sprachen

Da ich die Regel „eine Person – eine Sprache“ nicht konsequent befolge, habe ich eine andere Lösung gefunden: Wenn ich mit den Kindern rede und zwischen den Sprachen wechsle, dann immer in vollständigen Sätzen. Ich achte darauf, dass die grammatischen Satzkonstruktionen in beiden Sprachen korrekt bleiben. Ich vermeide es, polnische Wörter in deutsche Sätze einzufügen – und umgekehrt. Oft sage ich denselben vollständigen Satz in beiden Sprachen. So vermittle ich gleichzeitig Grammatik und Wortschatz.

Die Kinder

Und die Kinder? Sie antworten mir meistens auf Deutsch. Langsam kommen aber auch immer mehr Antworten auf Polnisch. Ich bin geduldig und hartnäckig – und bleibe dran. Mit Vorlesen, Erzählen, polnischen Kinderreimen und allem anderen, was zur polnischen Sprache dazugehört.

Krasnale ogrodowe – niemiecka tradycja i polska produkcja

Podczas szukania materiałów do tego tekstu zaskoczyło mnie, że nawet w tak niemieckiej tradycji, jaką są krasnale ogrodowe, również Polacy mają swój udział!

Nie wierzysz? To przeczytaj!

Jeśli masz trudności z czytaniem polskich liter, ponieważ polski jest twoim językiem odziedziczonym, na końcu ćwiczenia znajdziesz tekst, w którym wizualnie zaznaczyłam polskie dwuznaki oraz trójznak „dzi”. A jeśli coś przeoczyłam, będę się cieszyć, jeśli sam/a to znajdziesz. Powodzenia!

Deutsche vs. polnische Mentalität

Achtung, es wird ein wenig technisch – und persönlich. An diesem Beispiel aus dem echten Leben habe ich endlich verstanden, was deutsche von polnischen Handwerkern unterscheidet.

Unsere Kinder sind größer geworden, die Fahrräder auch. Der Kofferraum war raus – also musste ein Kupplungsträger her. Nach Stunden (und mit Hilfe unseres erfahrenen Nachbarn) stand das Ding endlich. Mein Mann ließ noch eine Kupplung in der Werkstatt montieren. Perfekt, dachte ich. Aufladen, losfahren.

Sonntag, Sonne, Fahrradtour. Mein Mann kocht, ich montiere den Träger. Mit Nachbarhilfe klappt alles – bis zum Kabel. Wohin damit? In die Anhängersteckdose. Problem: Es gibt keine. Ich unter dem Auto, der Nachbar unter dem Auto – nichts. Kein Anschluss, nirgends. Ich auf 180. Mein Mann war doch in der Werkstatt! Hat bezahlt! Sagt einem denn niemand, dass man auch eine Steckdose braucht?!

Ich fluche erst auf Deutsch, dann auf Polnisch. Der Nachbar zieht sich diskret zurück. Ich stürme ins Haus. In Polen wäre das undenkbar. Da erklärt man alles – und noch mehr. Anhänger, Kupplung, Steckdose, plus Lebensgeschichte gratis. In Deutschland? Keine Frage, keine Antwort. Punkt.

Mein Mann bleibt ruhig. „Die Steckdose ist da“, sagt er. „Man muss sie nur ausklappen.“ Ich wieder unters Auto. Nichts. Ich fluche weiter und plane innerlich schon meine Rückkehr nach Polen.

Er googelt. Wortlos. Geht in die Garage. Kommt zurück: „Sie ist da.“

Ich verlange Beweisführung. Und siehe da: Die Steckdose existiert. Nicht vorne zum Ausklappen – sondern seitlich nach unten. Halleluja. Ich bin erschöpft.

Fazit: Polnische Handwerker erklären alles. Deutsche nur das, was man fragt – und genau so viel wie nötig. Nicht mehr, nicht weniger. Ordnung muss sein.

Nach all den Jahren habe ich das immer noch nicht gelernt. Selber schuld.

Und falls Sie sich fragen, warum mein Mann den Träger nicht selbst montiert hat: Einen Meister stört man nicht beim Kochen.

Tajemnica „ś” i „ź”

Czy zauważyłaś lub zauważyłeś, że czasami piszemy wyrazy z „si”, a czasami z „ś”? Tak samo jest z „zi” i „ź”. Czy wiesz, od czego to zależy? Zaraz poznasz tę tajemnicę! Najpierw przypomnijmy sobie samogłoski i spółgłoski w języku polskim.

Samogłoski to: a, ą, e, ę, i, o, ó, u, y.
Spółgłoski to wszystkie pozostałe litery, np. b, c, ć, d, f, g, h, j, k, l, ł, m, n, ń, p, r, s, ś, t, w, z, ź, ż.

Możesz też zapamiętać prostą zasadę: wszystko, co nie jest samogłoską, jest spółgłoską.

A teraz najważniejsze:

  • „ś” i „ź” piszemy przed spółgłoskami
    np. śmiech, śnieg
  • „si” i „zi” piszemy przed samogłoskami
    np. siano, siedem, ziemia

O tym, kiedy jeszcze piszemy „ś” i „ź” (na końcu wyrazu), dowiesz się w innym ćwiczeniu.

Brzmi trochę trudno? Spokojnie — wystarczy kilka ćwiczeń i szybko to zapamiętasz!